Jest ciemno, cicho, ciepło. Tylko w Naturze trwają gorączkowe wybudzania i przygotowywania, ale jednak jest zbyt mokro na pełzanie wśród majowych owadów. Więc zachwycam się tylko kroplami, niedawno przez taki delikatny deszcz poukładanymi niczym paciorki na młodych listkach. Jest ciemno, pachnąco, spokojnie. Za chwilę nadejdzie kolejna porcja mokrych, małych diamencików.
A pamiętam. ten dzień głównie dlatego, że wtedy od dwóch dni miałam maleńką Niusię i jako że była to niedziela - biegałam po całym mieście w poszukiwaniu parafiny, a przy okazji (a nawet jakby bardziej) dyżurującej apteki. Wyszłam z domu cicho, otulając śpiącą Niunię pięcioma kocami, a kiedy wróciłam z drogocenną zdobyczą parafinową moja biała kulka spała słodko nadal, ale w brytfance pełniącej rolę kuwety znalazłam starannie zagrzebane to, czego z utęsknieniem wypatrywałam. :-D
Parafina więc została na pamiątkę, tak jak i mokre zdjęcia z tej majowej niedzieli, które poleciałam potem (lekka jako i Niusia) porobić. :)
















O kurka, rozpaczliwie zachciało mi się majowego deszczu i jakiegoś małego ogonka.
OdpowiedzUsuńJeszcze mi mów. :/
OdpowiedzUsuńA ten, z innej beczki - dzisiaj salwowałam ślimka z chodnika!!! Obudził się, głupolek, u nas wiosna. O_O
OdpowiedzUsuńSalwujesz jeszcze ślimki?....
OdpowiedzUsuń