poniedziałek, 15 grudnia 2014

Mokro, które wcale nie jest nieprzyjemne.

       Jest takie mokro. Ciepły majowy deszcz, taki leciutki i delikatny, że niby nie warto rozkładać parasola, albo taki tuż przed chwilą, kiedy krople jeszcze spadają z gałązek, a wszystko pachnie majowym dżdżem.
Jest ciemno, cicho, ciepło. Tylko w Naturze trwają gorączkowe wybudzania i przygotowywania, ale jednak jest zbyt mokro na pełzanie wśród majowych owadów. Więc zachwycam się tylko kroplami, niedawno przez taki delikatny deszcz poukładanymi niczym paciorki na młodych listkach. Jest ciemno, pachnąco, spokojnie. Za chwilę nadejdzie kolejna porcja mokrych, małych diamencików.
A pamiętam. ten dzień głównie dlatego, że wtedy od dwóch dni miałam maleńką Niusię i jako że była to niedziela - biegałam po całym mieście w poszukiwaniu parafiny, a przy okazji (a nawet jakby bardziej) dyżurującej apteki. Wyszłam z domu cicho, otulając śpiącą Niunię pięcioma kocami, a kiedy wróciłam z drogocenną zdobyczą parafinową moja biała kulka spała słodko nadal, ale w brytfance pełniącej rolę kuwety znalazłam starannie zagrzebane to, czego z utęsknieniem wypatrywałam. :-D
Parafina więc została na pamiątkę, tak jak i mokre zdjęcia z tej majowej niedzieli, które poleciałam potem (lekka jako i Niusia) porobić. :)


 











 



 A potem, niespodziewanie jak to w maju, przychodzi popołudniowy deszcz przez słońce :


Wytrzymamy. Jeszcze raptem pięć miesięcy ;-)


4 komentarze:

  1. O kurka, rozpaczliwie zachciało mi się majowego deszczu i jakiegoś małego ogonka.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ten, z innej beczki - dzisiaj salwowałam ślimka z chodnika!!! Obudził się, głupolek, u nas wiosna. O_O

    OdpowiedzUsuń
  3. Salwujesz jeszcze ślimki?....

    OdpowiedzUsuń