sobota, 8 listopada 2014

Las. A nie, przepraszam - LAS.


                  Że albowiem go kocham. A nie, przepraszam - że las jest mi niezbędny, żeby : a) przestać myśleć, b) przestać się przejmować, c) przestawić się generalnie na tryb współgrania ze ściółką i świergotami. I tak sobie następuje godzina, dwie, osiem wyjętych z myślenia, przepłyniętych gdzieś OBOK, obok wszystkich stresów, problemów i dręczącego przeżuwania rzeczywistości. Tej wszędzie wokół lasu. W lesie następuje natychmiastowe włączenie się rzeczywistości równoległej, tej od ściółki i świergotów. Moje funkcje życiowe ograniczają się do wąchania (ściółki), słuchania (świergotów) i moszczenia dupska dla lepszych ujęć zdjęć. Zasadniczo w lesie wszystko jest (dla mnie) ciekawe i godne nawet najbardziej męczących póz mego dupska, jak również godne zużywania matrycy mojego wiernego Olka. (Albowiem jednakowoż azaliż Olek okazuje się moim najlepszym i najwierniejszym partnerem, ale o tym może kiedy indziej).
No i tak to idzie, kolejna godzina zapachu ściółki w nozdrzach mija (swoją drogą - jeśli to rzeczywiście dziki tak ryją dla przyjemności w ściółce, to najzupełniej je rozumiem, bo w to, że za grzybami to nie uwierzę, JA nawet ryjąc grzybów nie znajduję. Znaczy tych z gąbką. Czy dziki mogą ryć blaszkowce? Oto pytanie do Szanownej Redakcji, o ile nie zapomnę). Wraz z kolejną godziną zapachu ściółki snuje się babie lato (też w nosie, czego akurat tak szaleńczo już nie lubię, tym bardziej, że zazwyczaj nie wiem, czy wciągam babie lato, co jeszcze byłoby do przyjęcia, czy moje własne owłosienie, wyszarpnięte mi przez gałęzie), przemykają drące pyska sójki, zaklupie w sosnę dzięcioł z czerwoną dupką (chyba każdy wie, co znaczy : klupać?), śmignie płowo-płocha sarna czy też cichy zabójca szyszka spowoduje kolejny raz moje osobiste rycie w ściółce na stromej ścianie lasu.

       Ale i tak jest cudnie, albowiem w lesie się NIE MYŚLI. Ja przynajmniej nie myślę. Niewiele oprócz i  ponad czułe mimochodem rzucane przekleństwa pod adresem zabójczych szyszek czy też bardziej intensywne przekleństwa pod adresem kopaczy grzybów, czy też, by ich nagła krew, wycinaczy drzew. Niewiele ponad bezmyślnie powtarzany w wierzchniej warstwie kory wers piosenki. Nic ponad to, co tu i teraz, co w lesie. W lesie jest tylko las - i ja, gdzieś z boku cichutko, zespolona z nim niczym strzępki grzybni.

       W lesie uwielbiam wszystko. O zapachu ściółki już ogólnie wiadomo, poza tym uwielbiam też chropowatość drzewnych pni, sprężystość gałązek smagających mnie po wszystkich członkach podczas niestrudzonego parcia jak taran przez bezścieżkowe tereny, słońce pobłyskujące przez liście lub dziury w gęstym starodrzewiu, miękkość dywanu igliwia pod butami, nawet te zabójcze szyszki uwielbiam. Nie mówiąc już o doskonałych dla mnie tworach Natury zwanych grzybami czy niemniej fascynujących mchach i paprociach. O, mch uwielbiam szczególnie, za jego wieczną soczystość, miękkość i mchowość. Wiele leśnych rzeczy uwielbiam, może prościej byłoby napisać, że wszystkie. Wtedy nie musiałabym wymieniać omszałych (omchowanych) starych pieńków, zapodziałych w pajęczynach listków, kropel rosy na hubach, skłonionych łebków mchowych kwiatów... i miliona innych rzeczy. Wiele z nich można zatrzymać na kolejnych milionach zdjęć, jednak nie wszystkie - jak przezabawne chrumkanie wiewiórki na sośnie czy metafizyczne niemal spotkanie z sarną i sarniątkiem.

To może z milion zdjęć?... ;-)
































5 komentarzy:

  1. To ja mam tak samo. Zasadniczo. Z tą różnicą, że ja tak szaleńczo przepięknych zdjęć nie umiem robić. Ale w lesie czuję się w pełni szczęśliwa. Tak zupełnie i skończenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Pomijając kwestię tych szalonych etc. - tak jest, las właśnie tak działa. I cieszę się niezmiernie, że na Ciebie również. Czy na wszystkich - nie wiem, ostatecznie jesteśmy wyjątkowe. :-D

      Usuń
    2. Tak po cichu sobie marzę, że jak umrzeć, to w lesie, stać się częścią ściółki. Chyba tak bym najbardziej chciała.

      Usuń
    3. Ty wiesz, że to jest przepiękna idea. Chwilowo nawet wygrywa z moim zaplanowanym całopaleniem (się), jako że popiół aż tak żyzny nie jest. Hmm. Ty weź mi obiecaj, że mnie całą tam zakopiesz, co? :-D Dam Ci dane do nawigacji w terenie.

      Usuń