piątek, 28 listopada 2014

O łące jeszcze.

          Bo zapomniałam napisać, że o zachodzie słońca też jest na niej cudnie. (A tak naprawdę to ofkoz mam jeszcze siedem milionów zdjęć, w tym dwa miliony lubianych, więc jakiś pretekst do wykorzystania musi być ;-)).
W kwestii łąki (czy innych plenerów), jak wiadomo, dla człowieka z aparatem ranek i wieczór to najlepsze światło, południe jest denerwujące jak ten sam plener z wiatrem. O, jeszcze co do jakże denerwujących rzeczy 'na wyjściu' - na czoło jednak wysuwają się rozładowane baterie. Albo zaparowany obiektyw. Albo, choć tu ze wstydem się przyznaję, brak karty pamięci, bo ktoś nie pomyślał, że została w kompie.

    No tak to bywa. A wspominałam Wam o oczach motyli? Jasne, że wspominałam, ale to jeszcze nic (te oczy) przy oczach ważek. O, ważki to moja kolejna wielka miłość, chociaż chyba najtrudniejsza (ciężko uchwytne skubane są, w końcu to ponoć jedne z najlepszych lotników wśród owadów). W dodatku jak dotąd z przyczyn różnych nie poszukałam blisko mnie odpowiedniego zbiornika wodnego i ważkodajnego, te, które mimo wszystko uchwyciłam to były leśne. Ale te oczy!.. Pozwolę sobie zapodać na ich temat osobny post, w końcu mam jakiś milion ich zdjęć. ;-)

A teraz jeszcze łąka, reszta łąkowych lokatorów i miłe wspomnienia.










]






 












 
 
 
 
 

 
 
 


 






2 komentarze:

  1. Najbardziej podoba mi się "wuohaty zadek móhy". :D

    OdpowiedzUsuń
  2. :-D
    Poczytuję sobie zatem za zasługę, że uświadomiłam Ci, iż one, muchy, mają 'wuohate zatki' :-D

    OdpowiedzUsuń