Ważki oczywiście są drapieżnikami - co na niektórych zdjęciach widać - ale cóż, c`est la vie. Są przynajmniej ładnymi drapieżnikami. Moje makro radzi sobie z nimi dość żmudnie, bowiem wymaga przybliżenia obiektywu do delikwenta na centymetry - a tego ważki zasadniczo nie lubią. Też bym nie lubiła, nawiasem mówiąc. Czasami jednak chyba z ciekawości pozwalają mi podejść, patrzą na mnie gdy ja patrzę, przekrzywiając zabawnie łebek. Wiele jednak mi uciekło, czego nie mogę odżałować - to są naprawdę przepiękne stworzenia, z holograficznymi oczami, opalizującym odwłokiem, misterną siateczką skrzydeł. A szczytem szczytów było zdarzenie z onegdaj, kiedy wychodziłam do nudnego sklepu i piękny szablak krwisty (to ważka, ofkoz) usiadła mi CENTRALNIE na piersi mej. Mogłam tylko pozezować na nią, jak długo mi pozwoliła.
Ale wracając do adremu - makro, jeśli już mi się uda, wydobywa całe to wielorakie piękno ważek. I w zależności od kąta ustawienia obiektywu mają taki zabawny wyraz pyszczka - albo cwany półuśmieszek, albo gapiowate gapienie się.
Zatem voilà (co ja taka francuska dzisiaj jestem?) - oto moje dotychczas upolowane sztuki :








%2Bgg.jpg)













One mają gogle. :)
OdpowiedzUsuńKażdy ma swoje. O - pod spodem teraz widzę : komentarz jako Krystal (Google). Tak, że no.
OdpowiedzUsuńYou know I LOVE THEM.
OdpowiedzUsuń