Ale czym jeszcze się różni? Powiem Wam : do tej samej rzeki nie można dwa razy wejść. A niestety, niestety... właśnie. Do farby nawet dwa razy tego samego dnia można, niestety. I tą samą nogą. Na szczęście podczas zamawiania koloru rzeczonej farby doznałam ataku nagłego a nieuświadomionego daltonizmu, skutkiem czego do gotowych 5 litrów koloru musiałam dolać 6 litrów białej, żeby dało się wejść do przedpokoju bez uciekania zeń z krzykiem - więc zasadniczo farby mam opór. Minus tego - że pewnie do końca życia będę wykorzystywać te niezliczone pojemniki z wymieszaną farbą, i to jeszcze muszę żyć długo. Ale co tam, jakaś stabilizacja w życiu jest potrzebna, niechby i kolorystyczna.
Jak więc widać - remont trwa. A nawet się posuwa, niekoniecznie z powodu ubytków farby rozbryzganej mym własnym obuwiem. Zresztą obuwiem mojego nieocenionego Brata też, bo w amoku za wyśmiewanie moich "nerwowych ruchów" pomalowałam jego buty również, nieopacznie biorąc je za stare i zużyte, a były nowe i przeznaczone na rower. Cóż, będzie się na nim stabilizował kolorem moich ścian.
Oraz stwierdzam, że kot (nawet chociażby tylko jeden i ponoć dość mądry) przy malowaniu jest zbędny. Zaambarasowały mnie bowiem onegdaj dziwne ślady wychodzące z, nomen omen, kuwety z farbą, wyglądające jak ślady kota zamiatającego z wściekłości ogonem. Po wnikliwym badaniu sprawy okazało się, że istotnie są to ślady kota zamiatającego z wściekłości ufarbowanym ogonem, a ponadto okazało się, że część tej wściekłości przejęła na siebie wersalka. Cóż, mam zatem jeszcze więcej kolorystycznej stabilizacji, a kota po domyciu nadal mam wściekłego.
Przedpokoju gotowego natomiast nie mam.
Ale na moje usprawiedliwienie mogę podać, że w tak zwanym międzyczasie musiałam zreanimować mój ukochany komputerek (a przez trzy dni trwania akcji reanimacyjnej ja sama omdlewałam ze strachu, że go nie wybudzą), a dla ukojenia nerwów chodziłam... no gdzie, no gdzie, no gdzież by - do lasu, oczywiście. Macie rację. W lesie już z lekka sennie, przedzimowo, pysznią się tylko huby oraz mchi i porosty. Dwa razy myślałam tam, że już ślepnę od zbliżeń z makrem, a to tylko nagła realna mgła mnie nachodziła. Jest więc mgliście (lub szronnie), przedzimowo i sennie, ale to może nawet i lepiej, bo jeszcze spokojniej. Jedynie w miejsce zabójczych szyszek wysforowały się zdradzieckie mokre liście, zwłaszcza te kolaborujące z błotem. Takie kombinacje ryciogenne występują co prawda tylko na wejściu do lasu, ale nawet jedna wystarczyła. Poooszło!...Grzybów nie wyryłam, bo ich już zasadniczo nie ma. Znaczy nie licząc hub i pokrewnych. Niemniej pachnie zdecydowanie grzybowo, a to też jest piękne. Mgła też jest piękna, i ta wilgoć też. :)




















Jasna cholera! Po pierwsze, ja chcę do Twojego lasu. Po drugie, bardzo proszę o więcej nerwów. Twoich rzecz jasna, ja mam swoich dość. Po trzecie, ten KotZzaWęgła jest absolutnie rewelacyjny. A po czwarte - jaki w końcu kolor?
OdpowiedzUsuńJasna cholera! Że tak nawiążę. Chcesz do mojego lasu czy lasu w ogóle? Ten mój na tle innych lasów nie jest szczególny, ale ma tę zaletę, że zaczyna się 200 metrów za moim domem. ;-)
OdpowiedzUsuńPo drugie - gdzie aby azaliż mam sobie te nerwy wyhodować? Na zdewastowanych strzępkach strzępków? Chyba że mi zaszczepisz jakąś swoją dobrą grzybnię.
KotZzaWęgłaTenŁypiącyGałami? (Bożesz, ileż się naszukałam na moich zdjęciach kota! :-D) TegoKotaZzaWęgła dam Ci z dziką radością. Se sklonujesz.
A po czwarte - proszę mnie nie denerwować, tak? Farbą. Przypominam o moich strzępkach. A farba kolorystycznie meandruje gdzieś pomiędzy kakao, wrzosem i szarym, nie wiem, czy skłaniać się ku mglistemu zmierzchowi, czy wymiocinom diabła.
Wymiociny diabła proszę wypluć (figura stylistyczna taka). Kakao, wrzos i szarość brzmi mi całkiem udanie, aczkolwiek niepokoją mnie te strzępki, znaczy trociny.
OdpowiedzUsuńDo lasu w ogóle to chcę zawsze, do Twojego teraz w szczególności. Ale że w moim dawno nie byłam, też bym z dziką rozkoszą.
Nerwa se hoduj, na czym chcesz, byleś go spożytkowała na jakieś takie wpisy. Możesz na trocinach. Albo na farbie. :D